HAYEK Friedrich August Von - ekonomista neoliberalny, filozof prawa i polityki, ur. 8 V 1899 w Wiedniu, zm. 23 III 1992 we Fryburgu Br.

H. pochodził z nobilitowanej przez cesarza Franciszka Józefa rodziny morawskiej. Na Uniwersytecie Wiedeńskim uzyskał doktorat w zakresie prawa (1921) oraz z nauk politycznych (1923). W latach 1921-1926 był dyrektorem Austriackiego Instytutu Badań nad Koniunkturą, w latach 1927-1931 wykładał ekonomię na Uniwersytecie Wiedeńskim; od 1931 był prof. ekonomii i statystyki w London School of Economics. Prowadząc badania nad teorią pieniądza i zjawiskiem inflacji, wszedł w ostrą polemikę z najbardziej cenionym wówczas ekonomistą na świecie - J. M. Keynesem. Po anszlusie Austrii (1938) przyjął poddaństwo bryt. Był współzałożycielem (1947) i pierwszym prezesem Mont Pelerin Society, które skupiało elitarne grono obrońców wolnej przedsiębiorczości o przekonaniach liberalnych bądź konserwatywnych.

W 1950 przeniósł się do USA, obejmując Katedrę nauk społecznych i moralnych University of Chicago. Po powrocie do Europy w 1962 wykładał do 1967 politykę ekonomiczną we Fryburgu szwajcarskim. W 1974 otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii, lecz wespół z reprezentującym diametralnie różne poglądy szwedzkim socjaldemokratą G. Myrdalem.

Pierwsze publikowane prace ekonomiczne H.: Geldtheorie und Konjunkturtheorie; Prices and Production; Profits, Interest and Investment. And Other Essays on the Theory of Industrial Fluctuations; The Pure Theory of Capital - były one dyskutowane jedynie wśród specjalistów; sytuacja odmieniła się po opublikowaniu książki ostrzegającej przed nadejściem "socjalistycznego niewolnictwa" - The Road to Serfdom (Droga do niewoli; Droga do niewolnictwa; Droga do zniewolenia); skrócone wyd., które ukazało się 1947 w "Reader's Digest", stało się bestsellerem; następnie wydano: Individualism. True and False; Individualism and Economic Order (Indywidualizm i porządek ekonomiczny); The Intellectuals and Socialism (Intelektualiści a socjalizm); The Counter-Revolution of Science. Studies on the Abuse of Reason i The Sensory Order. Wyznaniem wiary H. w klasyczny liberalizm była praca The Constitution of Liberty (Konstytucja wolności). Po Studies in Philosophy, Politics and Economics opublikował H. swoje opus magnum z filozofii prawa - Law, Legislation and Liberty. A New Statement of the Liberal Principles of Justice and Political Economy, a także New Studies in Philosophy, Politics, Economics and the History of Ideas oraz Knowledge, Evolution and Society. Ostatnim dziełem H. wymierzonym w "zgubną próżność" utopijnego konstruktywizmu było dzieło The Fatal Conceit. The Errors of Socialism.

FILOZOFIA POLITYKI I PRAWA. Całość organizacji życia społecznego może być zbudowana jako porządek "teleokratyczny", jeśli polega na wyznaczaniu jednostkom określonych zadań, wskutek czego przepisy tego porządku mają charakter rozkazów, albo jako ład samorzutny, oparty na abstrakcyjnych, powszechnych i wyłącznie negatywnych regułach postępowania typu "nie zabijaj", "nie świadcz fałszywie", "nie kradnij", a więc "nomotetyczny", bo ufundowany na ogólnych prawach. Jednak "nie każde prawo może być rezultatem legislacji, albowiem władza ustawodawcza zakłada już z góry obowiązywanie pewnych wspólnych reguł" (Zmienne pojęcie prawa, 66). Tylko na podstawie tego, że prawo istnieje wcześniej, niezależnie od władzy, i ma oparcie w powszechnej opinii dotyczącej tego, co słuszne, a co niesłuszne, władza może żądać posłuszeństwa prawu, a jednocześnie sama podlega ograniczeniom przez reguły prawa ją poprzedzające. Prawo zatem winno być raczej "odnajdywane" niż "stanowione".

Ład teleokratyczny, którego panowanie dostrzega H. nie tylko w socjalizmie, ale również - jako kierunek ewolucji - w zdeformowanym etatyzmem i interwencjonizmem, demokratycznym "państwie opiekuńczym", implikuje ciągły przyrost nakazów i zakazów, tak iż kresem "postępu" musi być sytuacja równoznaczna z nabraniem przez całe społeczeństwo charakteru organizacji. W takim społeczeństwie "wiedza rozproszona" członków społeczności "nomokratycznej" stałaby się bezużyteczna, a nawet szkodliwa z punktu widzenia wyznaczonego celu; zamiast nielicznych nomoi, "teleokracja" potrzebuje starających się przewidzieć i rozwiązać wszystko drobiazgowych regulaminów, toteż prawo pozytywne wypiera w niej zwyczaje i reguły ogólne.

Negacja pozytywizmu prawniczego, uzasadniającego "cyfrokratyczną" władzę większości kosztem ładu nomokratycznego, krytyka konstruktywizmu oraz koncepcji umowy społecznej, zdecydowany opór stawiany wszelkim odmianom socjalizmu i totalitaryzmu, wreszcie życzliwe akcentowanie fundamentalnej roli reguł moralnych oraz szacunek dla tradycji, zbliżały H. do konserwatystów tak dalece, że często jest on przedstawiany jako konserwatysta. Jest to jednak nieporozumienie, dezawuowane także przez samego H., który Konstytucję wolności opatrzył posłowiem wyjaśniającym Dlaczego nie jestem konserwatystą.

H. był myślicielem autoidentyfikującym się jako klasyczny liberał, dla którego wolność "od" arbitralnego przymusu ("indywidualna" albo "osobista", której nie należy mylić z "obywatelską", zwł. w znaczeniu wolności "politycznej"), zw. wolnością negatywną, była wartością naczelną. Chociaż wolność jest, zdaniem H., źródłem i niezbędnym warunkiem wszystkich cnót moralnych, nie jest ona bynajmniej, w jego ujęciu, stanem naturalnym człowieka, lecz wytworem cywilizacji (zachodniej), nadto jest ona nie do pomyślenia bez poczucia odpowiedzialności, które sprawia, iż ludzie są zdolni do działania rozumnego. Konstatując szczególną niewygodę własnej pozycji ideowej - będącą następstwem ewolucji XX-wiecznego liberalizmu ku lewicowemu radykalizmowi, H. znajdował dla siebie jedyne możliwe wyjście w określeniu się mianem "starego Wiga" (Old Whig). W odróżnieniu od "nowych wigów", skłaniających się ku racjonalizmowi, a tym bardziej od "postępowych" socjalliberałów, stary Wig akceptuje jedynie konstytucyjny "rząd ograniczony", oparty na zasadzie "rządów prawa" - zwyczajowego i ogólnego; w stosunku do demokracji zachowuje sceptycyzm, ale za głównego wroga uważa nie ją, lecz "rząd nieograniczony" oraz kolektywizm. H. jest antyracjonalistą, jeśli racjonalizm identyfikować z konstruktywizmem, ale nie wrogiem rozumu; mimo wrodzonego sceptycyzmu, czuje odrazę do ("wojowniczej i z gruntu nieliberalnej") postawy antyreligijnej, lecz nawet jeśli sam jest religijny, sprawy ducha i sprawy doczesne stanowią dla niego dwie różne sfery, których nie należy mieszać (tamże).

Demokracja (rządy większości) w rozumieniu H. jest doktryną mówiącą jedynie o tym, w jaki sposób i przez kogo prawo jest tworzone, natomiast tym, jakie są cele i przeznaczenie prawa, zajmuje się liberalizm; o ile zatem demokracja jest metodą budowania ładu politycznego, o tyle treść, która powinna ów ład nasycać, winna pochodzić od liberalizmu, w przeciwnym razie demokratyczna zasada "suwerenności ludu" i niczym nieograniczonych rządów większości nie będzie napotykać na żadne hamulce w postaci zasad, które nie mogą i nie powinny być zmieniane przez kogokolwiek; prawa te muszą mieć priorytet w stosunku do demokracji, gdyż - w przeciwieństwie do niej - nie wymagają żadnego teoretycznego uzasadnienia i moralnego usprawiedliwienia; gdy natomiast odwróci się tę hierarchię zasad, kiedy "zaczynamy twierdzić, że w demokracji słuszne jest to, o czym zdecyduje większość, demokracja wyradza się w demagogię" (Konstytucja wolności); choć zatem "demokracja jest zapewne najlepszą formą ograniczonego rządu, staje się ona absurdem, jeśli przeradza się w rządy nieograniczone" (tamże). Chociaż liberalizm i demokracja spotykają się ze sobą w żądaniu, aby wszyscy ludzie mieli udział w stanowieniu prawa, to jednak istnieje pomiędzy nimi różnica, gdyż zasadniczą intencją liberalizmu jest ograniczenie władzy i stosowania przymusu przez każdy - również demokratyczny - rodzaj rządów, natomiast "dogmatyczny demokrata zna tylko jedno ograniczenie władzy państwowej - zdanie aktualnej większości" (tamże). Nadto, dla demokraty-doktrynera życzenie większości jest wystarczającą podstawą uznania przedmiotu tego życzenia za dobry sam w sobie; liberał natomiast przyznaje większości prawo podejmowania jedynie niektórych decyzji, lecz nie godzi się uznawać w niej autorytetu rozstrzygającego o tym, jaka to ma być decyzja i czy będzie ona dobrym prawem.

Błędną teorię demokracji wspomaga, wg H., zła praktyka współczesnego parlamentaryzmu, odchodząca od zasady "bezosobowej sprawiedliwości" na rzecz "sprawiedliwości społecznej", identyfikowanej z konkretnymi interesami grupowymi. Narzędziem tych interesów stały się klasowe partie polityczne i związki zawodowe, których przewaga doprowadziła do powstania i rozrostu ustawodawstwa faworyzującego niezamożne warstwy społeczeństwa, co zachwiało zasadę równości wobec prawa, a zamiast przyrostu wolności zaowocowało zwiększeniem przymusu realizowanego w formie podatków, ubezpieczeń i innych sposobów realizowania "sprawiedliwszego" niż rynkowy podziału dochodu narodowego. Nieustanny nacisk zorganizowanych grup interesu ubezwłasnowolnia rząd demokratyczny, a sferę polityki zamienia raczej w pole rozgrywek o udział w dystrybucji puli dóbr wypracowanych przez społeczeństwo, aniżeli w pole swobodnej debaty publicznej nad optymalnymi sposobami poszukiwania dobra ogólnego. Do powstania takiej sytuacji przyczynił się także inny defekt demokracji parlamentarnej, jakim jest przyznanie ciałom przedstawicielskim dwu zupełnie odrębnych zadań: stanowienia prawa, czyli ogólnych norm postępowania, i uchwalania ustaw będących konkretnymi dyrektywami dla rządu. Jeżeli te odrębne funkcje skupione są w jednym ciele, to cierpi na tym legislacja ogólna, gdyż parlamentarzyści, zazwyczaj niekompetentni w kwestiach prawnych, najwięcej czasu i energii zużywają na kontrolę i narzucanie swojej woli rządowi, co wymaga mniejszej kompetencji, za to łatwiej przynosi poklask ogółu.

Paliatywem dla powstałego stąd zagrożenia ideału "rządów prawa" (nomokracji) miała być koncepcja demarchii; neologizm ten (od gr. demos - lud; arche - zasada, początek) ukuty został przez H. na określenie ustroju, który by niwelował ujemne skutki demokracji, nie niszcząc samej zasady "rządów ludu".

W demarchii legislacja ogólna powinna zostać powierzona Izbie Ustawodawczej, składającej się z małego grona osób cieszących się, ze względu na zalety umysłu i charakteru, autorytetem i nie związanych z partiami politycznymi. Izba ta składałaby się z osób dojrzałych (pomiędzy 45 a 60 rokiem życia), wybieranych przez elektorów odpowiadających temu samemu cenzusowi wiekowemu, którzy głosowaliby tylko raz w życiu; wybrani legislatorzy sprawowaliby swój urząd przez 15 lat, jednak skład Izby byłby odnawiany co roku w 1/15 części; tym samym Izba ta byłaby każdorazowo reprezentacją jednego pokolenia w życiu danego społeczeństwa.

Zwykłe funkcje kontrolne w stosunku do rządu byłyby w gestii drugiego zgromadzenia, nazwanego Izbą Rządową, wyłanianego w wyborach powszechnych i bezpośrednich, na ogólnych zasadach demokratycznych; wykluczyć należałoby zasiadanie w tej izbie etatowych pracowników rządu, urzędników i wszystkich tych, którzy otrzymują od rządu jakąś pomoc (np. w postaci zasiłków dla bezrobotnych), gdyż jest rzeczą nierozsądną, aby kontrolować mieli ci, którzy sami mają podlegać kontroli, albo ci, których wolę krępuje uzależnienie od rządu. W wykonywaniu swoich zadań Izba Rządowa musi przestrzegać praw ustanowionych przez Izbę Ustawodawczą.

Jacek Bartyzel

<--Powrót do haseł