DERRIDA Jacques - jeden z najbardziej znanych, wpływowych i kontrowersyjnych filozofów i pisarzy XX w., ur. 15 VII 1930 w Algierze, w rodzinie sefardyjskich Żydów. Autor ponad pięćdziesięciu książek poświęconych filozofii, literaturze, antropologii, lingwistyce, psychoanalizie, malarstwu i dokumentowi artystycznemu.

D., zaangażowany w życie kulturowe i działalność społeczno-polityczną, zajmował się filmem, architekturą, organizacją działań plastycznych i nauczycielskich. W latach 80. założył College Internationale de Philosophie, gdzie toczono międzynarodowe debaty dotyczące najbardziej ważnych kwestii kończącego się tysiąclecia. D. włączał się w sprawy polityczne; udał się do Czechosłowacji, aby nawiązać kontakt z przedstawicielami Karty 77. Został jednak przez praską policję aresztowany i przetrzymany w odosobnieniu.

Ważniejsze prace D.: L'ecriture et la différence; De la grammatologie (O gramatologii); La voix et le phénomene. Introduction au probleme du signe dans la phénoménologie de Husserl (Głos i fenomen. Wprowadzenie do problematyki znaku w fenomenologii Husserla); Marges de la philosophie; La dissémination; Glas; Parages; Schibboleth pour Paul Celan (Szibbolet dla Paula Celana); Khora (Chora); La religion (Religia. Seminarium na Capri prowadzone przez Jacquesa D. i Gianniego Vattimo). W języku pol. wydano także: Pismo filozofii; Pozycje; Ostrogi. Style Nietzschego.

Sedno poczynań D. to praca pisarska i wykładowa oraz promocja osobistych "dekonstrukcyjnych" i "gramatologicznych" pomysłów, wygłaszanie odczytów, udział w konferencjach i spotkaniach, zwł. w USA. Studiował w École Normale Supérieure w Paryżu. Karierę naukową rozpoczął od badań nad dorobkiem E. Husserla, przedstawiając pracę magisterską pt: Le probleme de la genese dans la philosophie de Husserl; podjął się pisania pracy doktorskiej, jednak nie ukończył jej, w zamian niejako publikując w 1962 obszerny i koncepcyjnie zasadniczy wstęp do L'origine de la géométrie Husserla; zawarł w nim plany swych dekonstrukcyjnych projektów, które niebawem wywołały krytykę niemal w całym świecie, zwł. wśród amer. teoretyków literatury. Badawcze spojrzenie na fenomenologiczne rozumienie znaku (w tym znaku pisanego) doprowadziło D. do sformułowań przekraczających ówczesne standardy naukowe akademickich środowisk filozoficznych. Strategia dekonstrukcji postawiła problem dotyczący związków (rozbieżności) pomiędzy filozofią a literaturą, była zamachem na całą europejską tradycję metafizyczną i humanistyczną.

Prace D. obejmowały nie tylko sprawy filozoficzne, ale również literackie, poetyckie, publicystyczne i psychologiczne, zatraciwszy jakiekolwiek podziały gatunkowe. Zniechęcenie dotychczasową filozofią Zachodu znalazło ujście w jakościowo nowym stylu uprawiania filozofii, który nie tylko był wynikiem sprzeciwu wobec strukturalizmu, fenomenologii czy psychoanalizy, ale zostało ujęte jako totalna radykalizacja tez heideggeryzmu (w nieco odmiennej opcji: postulatów E. Lévinasa), postulująca całkowite porzucenie myślenia tradycyjnie metafizycznego, gdyż ono pogrążyło europejskie doświadczenie w aporie pytań ontologicznych. Konsekwencją powyższego stało się odejście D. od akademickich miar naukowej wypowiedzi. Styl to już nie tylko autor, jak chciał F. Nietzsche i wielu jego kontynuatorów, lecz wyraz połączenia "lecture" z "écriture": pomieszanie z poplątaniem wszystkiego, co ma jakąkolwiek wartość - a ma ją zasadniczo "cały świat", lecz najmniej ten realny, ale raczej ten możliwy i ten "niemożliwy", stanowiony przez rzeczywistość tekstualną, czyli "rzeczywistość pisma".

KONCEPCJA DEKONSTRUKCJONIZMU. Nie ma nic poza tekstem! Oto najsławniejsza formuła dekonstrukcjonizmu D. - nie ogranicza ona rzeczywistości do wymiarów tekstualnych, bo przecież istnieje realny świat, chociażby biurko, na którym sam D. pisze, albo wieczne pióro i kartka pocztowa, wysyłana na krańce rzeczywistości, a może w wieczność. D., podobnie jak Parmenides, wie o istnieniu konkretnego, uchwytnego zmysłowo świata, lecz nie uznaje go za ważny przedmiot filozoficznego namysłu. Przede wszystkim dlatego, że nie istnieje możliwość poznawczego dotarcia do świata jako takiego. Kategoria "trwałej obecności" pozostaje historycznym przesądem, bowiem wszystko, co jest, podlega działaniu "różni" (różnicowaniu) i nie daje się ujmować w porządku substancjalnym. Stąd filozofia powinna fenomenologicznie opisywać zjawiska i omijać pułapki zastawiane przez tradycyjną metafizykę Zachodu, opanowaną przez "logocentryzm". Owe "zjawiska" nie mają jednak charakteru źródłowego, lecz tworzą pluralistyczną sferę znakową, podlegającą ciągłej "grze różni". Nie przyjmuje się tutaj żadnych tzw. pierwszych zasad ani mądrościowej kontemplacji proponowanej przez gr. samowiedzę filozoficzną, ale tylko i wyłącznie nieuchwytną i nienazywalną sferę różnicy, która jest pierwsza, a nawet "przedpierwsza", radykalnie konieczna, aby można było działać w obszarze pierwotnych śladów, rozproszenia, odwlekania (sensu).

Filozof nie może nic innego, jak tylko podejmować analizy dekonstrukcyjne, polegające na swoiście pojętej inwencji interpretacyjnej. To dająca ogromną przyjemność praca tekstualna, nie mająca nigdy końca, nie podlegająca żadnym determinacjom, poza samym faktem dekonstruowania. Oczywiście, nie istnieje jedna i obowiązująca metoda dekonstrukcji, lecz spotykamy się z wielością strategii pisarskich, które odnoszą się do przestrzeni inskrypcyjnej, a więc warunkującej to, co zostało wyryte, napisane. Nie oznacza to, że dekonstrukcja jest ontologią bądź jakąś teoretycznoliteracką teorią. Przy całej wieloznaczności tego pojęcia można zgodzić się na następującą formułę: dekonstrukcja polega na "doświadczeniu czytania", czyli jest nie tylko metodą interpretacji, dokonującą ciągłego rozchwiania znaczeń, demontowania tradycyjnych związków językowych, lecz określa całą strategię filozofii D., ogniskującej się na tropieniu tego, co się wydarza, co jest inne, co prowokuje do działania, dawania odpowiedzi; dlatego dochodzi w tym ujęciu do negacji heglowskiej dialektyki i pojęcia tożsamości na rzecz specyficznie ujętej źródłowej różnicy, zw. różnią, do negacji faktu i prawa czy też bytu i sensu. Dzięki temu zostaje zachowana różnorodność i wielowarstwowość sensu poszczególnych tekstów kultury, ogarniających nie tylko teksty pisane, ale także instytucje czy sytuacje polityczne, wszystko co niesie przynajmniej możliwość "semantycznej gry" i daje efekt subiektywności. Ów pluralizm nie powoduje jednak wpadnięcia w nihilizm czy kulturowy negatywizm. D. kieruje się w stronę etyki, wpisując się w krąg refleksji Lévinasowej, gdzie Inny staje się warunkiem możliwości tego, co jest samo w sobie, ale też samo siebie unieważnia. Być może dekonstrukcja polegałaby więc na ciągłym śledzeniu tego, co zjawia się pod postacią niespodziewanego, co - jak powiedziałby M. Heidegger - "wydarza się", niosąc sobą ideę mesjanistycznie pojmowanego daru. Trudno tu o jasną wykładnię, w każdym razie zbudowana przez D. wizja dekonstrukcjonizmu chce być pozytywnym wykładem filozofii uprawianej już poza tradycyjną metafizyką.

Należy jednak wskazać na jej konsekwencje. Przede wszystkim zamyka ona filozofię w sferze języka, poza który w żaden sposób nie można się wydostać. Paradoksalnie, nawołując do inwencji, dokonuje arbitralnej interpretacji, która bywa wyrazem narzuconej wykładni semantycznej. Stąd działania dekonstrukcyjne powodują destrukcję niesionych przez dany tekst sensów, ale też zanegowanie klasycznych opozycji ontologicznych oraz jakichkolwiek różnic, np. pomiędzy literaturą a filozofią, mężczyzną a kobietą, wspólnotą a konfliktem, umysłem a ciałem, dobrem a złem, tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne, ponieważ zasadniczo wszystko podlega potędze dekonstrukcji, a przez to do n-tej potęgi zostaje podniesiona siła podmiotowej wolności, umożliwiająca pracę w polu tzw. gramatologii.

FILOZOFIA POZA RZECZYWISTOŚCIĄ. D. nie mówi o rzeczywistości jako takiej (co najwyżej - o rzeczywistości przeżytej, funkcjonującej różnorako w różnych zapisach), lecz o sposobach jej spostrzegania; sposoby te najwyraźniej ujawnia literatura. Stąd jego prace, podobnie jak wielu innych postmodernistów, kryją w sobie skomplikowane i "erudycyjne" analizy pisania, mówienia, najróżniejszych dyskursów, "tekstów". Dzieje się tak dlatego, że literatura staje się dogodnym narzędziem umożliwiającym przekraczanie granic narzucanych przez tradycyjną filozofię. Analizując dzieła A. Mallarmégo, F. Kafki czy Szekspira, buduje D. coś w rodzaju łańcucha piętrowych zdarzeń i nigdy ostatecznie nie wiadomo, jaką formę przybiorą one w kolejnym jego tekście. Taka procedura pozostaje zgodna z uprzedzającą "grą różnic", gdyż nie może być tożsamością, jednorodnością retoryczną; musi natomiast oddalać sensy, znosić się wzajemnie, łamać.

Wobec powyższego i sama literatura nie ma - by zastosować terminy "filozofii obecności" - stałej natury, istoty. Jej sensy bywają uzależnione od kontekstów historycznych i czytelniczych. Nic zatem dziwnego, że cała ta machina dekonstrukcyjna rozgrywa się w przestrzeni oczyszczonej już z tradycyjnej metafizyki (zachowane zostają tylko określone rozstrzygnięcia Nietzschego, Peirce'a i Heideggera), tzn. z tego wszystkiego, co pozytywnie ujawniła europejska kultura, począwszy od jej gr. zdobyczy. Należy zatem uznać D. za myśliciela owładniętego ideą mitologi(k)i, jak sam nazwał swą postawę, w której główną rolę odgrywa pismo jako negatywny wyznacznik granic poznania. Dekonstrukcjonizm sprowadza on do procesu nakładania na rzeczywistość określonego lingwistyczno-artystycznego modelu; nie jest to w żadnym razie poznawanie, odczytywanie czy kontemplacja rzeczywistości, raczej jej niszczenie, dekonstrukcja opozycji: świat obiektywny - jego ludzka (prawdziwa czy fałszywa) interpretacja. Nie ma więc rzeczywistości, a jedynie wielki, ogólny tekst-rzeczywistość, przenicowany różnicującymi powtórzeniami śladów. Pomimo pozorów pluralizmu, mamy w tej koncepcji do czynienia z wyraźnym monizmem tekstualnym, nie mającym charakteru ontologicznego. Ale też z zamknięciem filozofii europejskiej, w jej klasycznym sensie. Cóż zatem pozostało? Myślenie w przestrzeni tzw. nierozstrzygalników. Nic więcej!

Jan Sochoń

<--Powrót do haseł